Wirtualna gra na punkty?
"W porównaniu z tradycyjnym rynkiem, na którym ludzie wymieniają rzeczywiste
towary na rzeczywiste pieniądze, każda współczesna giełda jest światem dość
abstrakcyjnym.
Czym bowiem tak naprawdę są akcje, w które ludzie lokują
czasem oszczędności całego życia? Komputerowym zapisem - bo przecież już
nawet nie dokumentem - poświadczającym prawo do... Do czego właśnie? Do
części jakiegoś majątku? Do przyszłego nieskończonego strumienia dywidend,
których wielkości nikt nie jest w stanie przewidzieć? Do takiej bądź innej
liczby głosów na walnym zgromadzeniu? Do prawa sprzedania owego zapisu
następnego dnia po jego nabyciu po cenie o kilka procent niższej lub
wyższej? A co w takim razie należałoby powiedzieć o kupowaniu lub
sprzedawaniu giełdowego indeksu? O kupowaniu prawa do kupienia tego indeksu
za trzy miesiące po cenie o dziesięć procent wyższej niż obecna? O
kontraktach zobowiązujących do wymiany owego indeksu na gotówkę w jakimś
terminie w przyszłości i zawartych przez osoby, które nigdy w życiu nie
miały szansy się spotkać, ponieważ mieszkają na dwóch końcach świata? Czym
są te kontrakty i jaki mają sens, skoro jedynie nieliczne z nich kończą się
realizacją - reszta bowiem zostaje zneutralizowana przed terminem
wygaśnięcia poprzez zawarcie transakcji przeciwnej.
Jeśli klasyczna giełda
akcji jest abstrakcją, to nowoczesne rynki terminowe i opcyjne są abstrakcją
do drugiej, jeśli nie trzeciej potęgi. Nierzeczywistość tego świata jest tym
dotkliwsza, że podmiotami toczącej się tu gry coraz rzadziej są konkretne
osoby. Ogromne sumy pieniędzy wędrujące w błyskawicznym tempie między
finansowymi centrami świata wprawiane w ruch przez wielkie, czasem
międzynarodowe firmy, które z kolei często pożyczyły je od innych firm i
podmiotów w ramach niezrozumiałych dla zwykłego śmiertelnika operacji
finansowych. Nie wiadomo, do kogo więc należą i gdzie tak naprawdę się
znajdują.
Można przez chwilę pomyśleć, że nie istnieją wcale..."
Nick Lesson - "Łajdak na giełdzie"
|